Kiedyś się dziwiłam dlaczego ludzie palą, ćpają, chlają, tną się i
popełniają samobójstwa, myślałam wtedy.. "Jak można być tak głupim,
przecież życie jest takie piękne." Teraz trochę dorosłam i już niestety
znam odpowiedzi na te pytania..
Nie zawsze smutek poznasz na twarzy gdy z oczu łzy się poleją, bo czasem w sercu łamię się życie a jednak usta się śmieją..
wtorek, 31 grudnia 2013
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Ty mnie nie osądzaj, Bóg zrobi to lepiej!
Chciałabym podsumować ten rok, ale na to potrzeba dużo czasu. Spisać to
wszystko i określić jednym zdaniem? Na spisanie tego potrzebuję mnóstwa czasu,
by to wszystko przemyśleć i wielu stron, które będą rozdzierane, kreślone. Tak
trzeba mi kilku dni.
niedziela, 29 grudnia 2013
burdel umysłu, teatr podświadomości .
Każdy ma prawo zabijać się na swój sposób. Nic Ci do tego czy zaczerpnę oddech następnego ranka. Nie powinno obchodzić Cię to czy zdążyłam pożegnać się ze światem.
sobota, 28 grudnia 2013
Bo łatwiej nam udawać cholernie szczęśliwych, niż zdobyć się na szczerą rozmowę.
Psychiatrzy to nie zbawiciele, ani „bogowie ”, jak niektórym zdarza się ich
określać. To bestialskie potwory, które odbierają zagubionym na tym chorym
świecie ludziom, wszystko co posiadają. Począwszy od radości, której i tak
doświadczają bardzo niewiele, kończąc na kruchej nadziei. Na matce wiary. Wolą
faszerować ich prochami , które zabijają duszę, niż poświęcić trochę czasu i
postarać się zrozumieć. Po spotkaniu z
nimi ludzie może i stają się względnie zdrowi, ale za jaką cenę. Za cenę utraty
sensu bycia. Ból istnienia można przetrwać, ale nikt nie poradzi sobie długo z
bólem nieistnienia. Czy na tym własnie polega bycie normalnym ? Na byciu nikim
? Na byciu człowiekiem pozbawionym osobowości ? Nie można żyć ot tak sobie,
czekając na śmierć. Trzeba żyć tak, by jak najlepiej wykorzystać czas trwania
swojej egzystencji, danej od Boga, lub też od losu. Zależy w co łatwiej jest
nam uwierzyć.
piątek, 27 grudnia 2013
Życie jakby kieliszek wódki wypadło mi z rąk, rozbijając się o podłogę, jak
ogromny okręt o górę lodową. Wylał się z niego ocean krwawych łez, spływających
bezgłośnie po moich nadgarstkach. Wyzwolił dantejski nawał fal, który przyniósł
wreszcie upragnioną idyllę. Uśmiercił morskie stworzenia zdradzające iskierkę
nadziei, w moim brudnym schowku na dnie serca. Podniósł kotwicę rzeczywistości,
tak dobrze dotychczas umocowaną. Bo życie jakby kieliszek wódki, wypadło mi z
rąk...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




















































