wtorek, 31 grudnia 2013


Kiedyś się dziwiłam dlaczego ludzie palą, ćpają, chlają, tną się i popełniają samobójstwa, myślałam wtedy.. "Jak można być tak głupim, przecież życie jest takie piękne." Teraz trochę dorosłam i już niestety znam odpowiedzi na te pytania..


 

 



poniedziałek, 30 grudnia 2013

Ty mnie nie osądzaj, Bóg zrobi to lepiej!


Chciałabym podsumować ten rok, ale na to potrzeba dużo czasu. Spisać to wszystko i określić jednym zdaniem? Na spisanie tego potrzebuję mnóstwa czasu, by to wszystko przemyśleć i wielu stron, które będą rozdzierane, kreślone. Tak trzeba mi kilku dni.







Moje myśli zdecydowanie zbyt dużo „mówią”, a ja nie mam już sił na to, by wciąż je uciszać.


 



 


sobota, 28 grudnia 2013

Bo łatwiej nam udawać cholernie szczęśliwych, niż zdobyć się na szczerą rozmowę.


Psychiatrzy to nie zbawiciele, ani „bogowie ”, jak niektórym zdarza się ich określać. To bestialskie potwory, które odbierają zagubionym na tym chorym świecie ludziom, wszystko co posiadają. Począwszy od radości, której i tak doświadczają bardzo niewiele, kończąc na kruchej nadziei. Na matce wiary. Wolą faszerować ich prochami , które zabijają duszę, niż poświęcić trochę czasu i postarać się  zrozumieć. Po spotkaniu z nimi ludzie może i stają się względnie zdrowi, ale za jaką cenę. Za cenę utraty sensu bycia. Ból istnienia można przetrwać, ale nikt nie poradzi sobie długo z bólem nieistnienia. Czy na tym własnie polega bycie normalnym ? Na byciu nikim ? Na byciu człowiekiem pozbawionym osobowości ? Nie można żyć ot tak sobie, czekając na śmierć. Trzeba żyć tak, by jak najlepiej wykorzystać czas trwania swojej egzystencji, danej od Boga, lub też od losu. Zależy w co łatwiej jest nam uwierzyć.








Nie ma to jak płakać ze szczęścia a zarazem ze smutku. Rozpierdol psychiczny. Sama nie wiem co czuje...







 

piątek, 27 grudnia 2013


Życie jakby kieliszek wódki wypadło mi z rąk, rozbijając się o podłogę, jak ogromny okręt o górę lodową. Wylał się z niego ocean krwawych łez, spływających bezgłośnie po moich nadgarstkach. Wyzwolił dantejski nawał fal, który przyniósł wreszcie upragnioną idyllę. Uśmiercił morskie stworzenia zdradzające iskierkę nadziei, w moim brudnym schowku na dnie serca. Podniósł kotwicę rzeczywistości, tak dobrze dotychczas umocowaną. Bo życie jakby kieliszek wódki, wypadło mi z rąk...